Osobiste

Kakao i praca dzieci

Jakiś czas temu natknęłam się w TVP2 na brytyjski dokument „Czekolada – gorzka prawda”. W szoku, w który wprowadziła mnie ukazana w nim prawda, zaczęłam drążyć temat.

Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się skąd i dlaczego lądują w naszych sklepach i kuchniach produkty typu: kakao, czekolada, banany, kawa i herbata. Po prostu są i tyle.

Z uprawą kakaowców, kawowców, bananowców i krzewów herbacianych związany jest nierozerwalnie wręcz handel żywym towarem. W krajach południowej Afryki już 8-9 latkowie są uprowadzani z domów i zmuszani do ciężkiej pracy na plantacjach. W dokumencie przedstawiono przypadek 12-letniego Fatao, który po kilku latach katorżniczej pracy, bicia i poniżania, wrócił wreszcie do domu, do matki. Cieszył się, że pójdzie do szkoły, zwłaszcza że marzył zostać doktorem.

Wyzysk i wykorzystywanie dzieci do ciężkich prac to domena nie tylko naszych czasów. Można stwierdzić, że było tak zawsze. Jednak zatrważające jest to, że w dobie tak wzmożonego postępu, nie potrafimy zadbać o dobro dzieci. Blisko 300 000 to liczba dzieci pracujących w niewolniczych warunkach na plantacjach kakao w Ghanie, Nigerii i na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Prawie połowa ludzi na świecie żyje za mniej, niż 5 złotych dziennie.

Wśród firm czerpiących zyski z pracy nieletnich znajdują się największe potęgi sektora spożywczego na świecie, nieważne nazwy, ale jedząc popularne batony, można być niemal pewnym, że kakao użyte do produkcji, niektórych z nich pochodzi z plantacji, gdzie praca dzieci jest „normalką”. Można także przyjąć, że o ile dzieci pracują, czy pomagają rodzicom po szkole i nie odbija się to na ich zdrowiu, sytuacja jest do przyjęcia (wszak praca dzieci w krajach ubogich stanowi bardzo często jedyne źródło utrzymania rodziny), o tyle, gdy praca jest przymusowa i za marne wynagrodzenie, fakt jest zdecydowanie nie do przyjęcia.

Temat jest wielowymiarowy. Bo jak można zmienić sytuację, gdy powodem pracy dzieci jest po prostu bieda?! Do tego ceny kakao prosto z plantacji, to zaledwie drobny ułamek ceny, jaką płacą producenci np czekolady. Wystarczyłoby płacić więcej za kakao producentom. Ale jak zwykle najbardziej wzbogaciliby się pośrednicy, a pracownicy plantacji najmniej.

Niektóre przedsiębiorstwa pod wpływem opinii publicznej, część dochodów przeznaczają na budowanie szkół przy spółdzielniach pracy, a dzieci pracujące mają niejako obowiązek uczęszczania do nich.

Kupując towary oznaczone znakiem Sprawiedliwego Handlu (logo poniżej) mamy niemal pewność, że każdy produkt został sprawdzony pod kątem wyzysku dzieci, nieuczciwości transakcji handlowych oraz cena była na tyle opłacalna dla producenta, by nie „musiał” korzystać z nielegalnych rozwiązań.

Praktyka… któż jest w stanie skontrolować „wszystko”?

Program mną wstrząsnął, ale… no właśnie, czy wiąże się z tym jakieś konkretne działanie… ?

I tak właśnie bywa, że mając świadomość o okrucieństwie tego świata „szary” człowiek nie robi nic, kompletnie nic…