Osobiste

Blogowanie

Pisze ten blog już dwa lata. I chyba jak nikt dostrzegam i rozumiem prawa rządzące tym miejscem. Ile w wirtualnym światku zawiści, złośliwości, ile romansów i miłostek, ile zdrad, ile osób dostało nauczkę, a ile igrało z cudzymi uczuciami…

Tylko wspomnę, że rzadko ktoś czyta do ostatniej literki, liczy się zostawienie swojego śladu pod tekstem, by po nitce ktoś dotarł do kłębka. Mam „swoje” perełki, które czytać uwielbiam, ale nie kalę swoimi komentarzami.

Sama nie jestem „czysta”, bo moje intencje nie zawsze były przejrzyste. Brałam i biorę w tym udział niejako świadomie. Z pewnych wirtualnych obietnic się nie wywiązałam, pewnych znajomości zaniechałam, na pewne rzeczy się pogniewałam. Nie jestem bez wirtualnej skazy. Biję się w pierś wcale nie wirtualną i przepraszam za zaniechania moje tak liczne.

Podziemie blogowania jest wszechstronnie „rozwinięte”. Powierzchownie jesteśmy nad wyraz tolerancyjni i uprzejmi, a w głębi targają nami niskie uczucia. Znam z autopsji jak można w jednej chwili odnaleźć bratnią duszę, by w kolejnej zostać poturbowanym słowami niezrozumienia, jak można być manipulowanym. Ale bycie ofiarą czy katem zaciera się, bo wszystko opiera się na słowie pisanym.

Blog staje się miejscem, gdzie możemy przedstawić swoje „lepsze” ja, gdzie możemy czarować i „mataczyć” na swój temat. To tak jakbyśmy zawsze nosili ładną sukienkę i perfekcyjny makijaż, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Tak chętnie piszemy o naszych tęsknotach, zranionych uczuciach, o niezrozumieniu nas przez otoczenie. Ledwie cień prawdy w tym można znaleźć (?).

Każdy pisząc blog ma jakiś cel, choćby ukryty i zagmatwany. Mój cel to pisanie, szkolenie swojego pióra. Nie chcę już tworzyć swojego „lepszego” wirtualnego ja. Bo jestem pełna sprzeczności.

Ile w tym blogu mnie? Wiem że coraz mniej. Każdym kolejnym wpisem niejako oddalam się od siebie. Coraz częściej piszę tylko po to, aby pisać. Buntuje się we mnie coś. Widzę jak bardzo się zmieniłam, jak dogłębnie czasem rozumiem ludzkie zachowania, jak bardzo potrafię zagłębić się w swoich uczuciach i motywacjach, lecz ten blog nie jest chłonny, by te wszystkie spostrzeżenia przyjąć. Można to nazwać wypaleniem chęci.

Po co ten wpis powstał? Zaglądając w różne blogowe kąty, przeczytałam o jeszcze jednej wirtualnie połączonej parze, która rozjechała się w swoich chceniach… i zrobiło mi się tak cholernie smutno. Jeszcze jeden mężczyzna i jeszcze jedna kobieta nie potrafili znaleźć niewirtualnego konsensusu. Każde chciało po swojemu, bo chcieć wspólnie to piekielnie ciężka praca. Jeszcze jeden mężczyzna i jeszcze jedna kobieta, wracają do domu po długiej wirtualnej podróży. Tylko marzeń szkoda, że nie dały się spełnić…

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.